Moja WSK

Jakiś czas temu, chyba gdzieś w końcu 1999 roku postanowiłem zmienić mojego zdezelowanego Kadeta na coś większego, mocniejszego a przede wszystkim równie taniego... Tak zrodził się pomysł zakupu WSK.
A jako, że byłem w tym czasie osobą jeszcze mało obeznaną w sprawach warczących 2 kółek (konkretnie, to wiedziałem tyle, że jeżdżą i się psują), a i fundusze rzędu kilkuset złotych pozostawały w sferze dalekosiężnych marzeń, mój wymarzony stalowo- plastikowy rumak pozostawał w sferze westchnień. I tak śniłem o wietrze we włosach, gdy na horyzoncie pojawiła się ONA. Stała sobie w magazynie znajomego i była częścią jego „kolekcji”. Z tego, co zdążyłem się wcześniej dowiedzieć, to przez kilka lat stała w stodole jakiegoś małorolnego spod Wołomina, by zostać wreszcie zakupioną przez owego pana Leona, który postawił ją obok Jawy 353, kilku Iżów, WFM, Rysia, czegoś, co kiedyś było Żakiem i kilku innych mniej i bardziej ciekawych rupieci. Stała tak, czekając na lepsze czasy...