Rzecz w wytrwałości

15 marzec 2016 Napisał Artykuły 52
Rzecz w wytrwałości

Moja przygoda zaczęła się w połowie , 1998 roku, być może nie jest to długo, a może i jest, ale nie jest to teraz istotne. Moim pierwszym sprzętem był jeden z popularniejszych motorowerów w tym okresie - Romet Kadet 180. Niewielki przebieg, dwubiegowy silniczek z 1,1 KM "pod tyłkiem", dość ciekawa pozycja za kierownicą - zajeździłem go po miesiącu.
Rok później nabyłem za symboliczne 0,5 litra wywaru z ziemniaka, nieco zmodernizowanego Komara, który nie był używany dobre 15 lat. Wszystko fajnie, silnik działał znacznie lepiej niż wcześniejszy, ale szybko posypała się skrzynia. W następnym sezonie powróciłem do poprzedniego silnika, kupiłem nowy tłok i pierścienie, ale to nie było jeszcze to. Dopiero na początku wiosny 2001 roku, po wizycie na lokalnym złomie, wpadłem może na genialny, może na dość niecodzienny albo na całkiem głupi pomysł zbudowania zupełnie nowej maszyny na podzespołach wysłużonego "Złometa", jak zacząłem na niego mówić. Chodziło mi o pojazd, do którego kompletnie nie nadawałby się mały, dwusuwowy silnik o śmiesznym odgłosie, niemalże rowerowa rama i tandetny osprzęt z popularnego, polskiego motoroweru początków lat 80. A jednak pasja tworzenia, która towarzyszyła mi od >zawsze, przemogła me obawy i wraz z kolegą zaczęliśmy tworzyć coś dziwnego - choppera na bazie Rometa. A jakże, takiego rodem z Easy Ridera, z długim widelcem, sztywnym tyłem i tę niepowtarzalną sylwetką.
Stało się oczywiste, że trzeba pomyśleć o zmianie ramy. Początkowo chcieliśmy ją wykonać samodzielnie z profili ceowych, ale nasze wcześniejsze próby z wmontowaniem silnika na starą, ruską hulajnogę dały sporo do myślenia. Objechaliśmy kilka okolicznych złomów w poszukiwaniu odpowiedniej, ale towarzyszył nam pech. Dopiero dokładne oględziny strychu dziadka dały efekty w postaci pokrytej grubą warstwą kurzu i jeszcze większą warstwą rdzy ramy Żaka. Żadna rewelacja: brak tylnego zawieszenia, obciachowa i przerdzewiała w kilku miejscach kierownica. Jedyną pociechą była tabliczka znamionowa z datą 1963. Trochę pracy ze szlifierką i można było działać dalej. Rozkręciłem Kadeta i zaczęliśmy przymierzać poszczególne elementy. Wszystko było OK. Zawieszenie poszło z Rometa, jedynie bak paliwa wymagał dużego wkładu pracy.
Pod koniec sierpnia zaczęliśmy jazdy próbne. Po denerwującym pierdzeniu z tłumika wywaliłem go, a samą rurę tymczasowo przydrutowałem do wahacza. Może w niezbyt fachowy sposób, ale musiało wystarczyć. Ustawienie zapłonu i rozregulowany gaźnik (GM 12F) powodowały strzelanie w wydech przy puszczeniu gazu.- istna muzyka dla uszu.
Oświetlenie pochodziło z Trabanta - reflektor był cały pokryty chromem i, co istotne, przystosowany do instalacji 6 V. Szeroka tylna opona dodawała powagi, a umieszczona z boku tablica nawet przypominała o klasycznychchopperach z lat 60. Silnik sprawdzał się całkiem nieźle, ale dodatkowo zamontowałem splanowaną głowicę, co znacznie podniosło moc, a co za tym idzie, przyśpieszenia i prędkości na poszczególnych dwóch biegach. Teraz osiągi były podobne do tych w nieco podrasowanej Jawie 50, wspomnianej wyżej przez Marcina. Romet-chopper, jak zwykłem mawiać na mojego sprzęta, otrzymał też nowy, czarny lakier i własnoręcznie wykonane siodło (nawiasemmówiąc niezbyt wygodne).
Pewnie, szanowny Czytelniku, zastanawiasz się, po jaką cholerę męczyłem się z taką kupą złomu i jakby nie patrząc, marnując całe wakacje. Mylisz się myśląc, że prawdziwą maszyną dla prawdziwych chłopców jest motorki spod znaku H-D czy z jakiejś fabryki Kraju Kwitnącej Wiśni, a nie śmieszny pierdopęd z dwusuwowym silniczkiem, wypluwający z siebie błękitny dymek. Liczy się też inwencja, to jak bardzo wierzy się w postawiony sobie cel i ile pracy włoży się w jego osiągnięcie. Nie jest tak istotne to, jaki pojazd posłuży pod budowę i czy jest to stary Komar, służąca za grzędę dla kur WSK, pordzewiała Jawa, czy zajeżdżony Romet i wrastająca w podłogę rama Żaka. Mój Romet chopper jest pewnego rodzaju manifestem wobec utartych schematów i wzorców przyniesionych z Zachodu. Chcę ukazać, że Polak, i to w moim wieku (18 lat), potrafi i to chyba całkiem nieźle. Jeżeli wszystko wypali, to w sezonie 2002 w starym składzie zmontujemy następnego choppera - dwusuwa, a to wszystko po to, aby pokazać, iż można i tak, że nie trzeba mieć wypchanego portfela, aby zrealizować swe marzenia, a jedynie wiarę, że to co się robi, ma sens.
Wiem, że jest więcej takich zapaleńców jak ja, że też tworzycie "z niczego", a wasze efekty są imponujące. Nie wstydźcie się efektów waszej pracy, piszcie jak powstawały wasze maszyny, jak się teraz prezentują. Wasze wypowiedzi na łamach tak znakomitego miesięcznika jakim jest "Świat Motocykli" na pewno spowodują zmianę myślenia większości motocyklistów, a może choć przybliżą nas do siebie - młodych easy riderów na polskim sprzęcie, a co najważniejsze - wykonanym samodzielnie.
Karol
PS. A mostek na świecy i gwoździe niech trzymają się od was z daleka!.


List kumpla do Świata Motocykli 6/2002
Więcej w tej kategorii: « Silnik Wankla

Szukaj na Jacomoto

Kalendarz

« March 2020 »
Mon Tue Wed Thu Fri Sat Sun
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31